Opakowanie jest poręczne, dość duże, zamykane na zatrzask, co jest wskazane przy natłuszczonych z serum dłoniach. Tubka stoi na nakrętce, jest stabilna, więc ma kolejny plus. Serum pachnie dość intensywnie, tak jakby miętowo, trochę maściowo, ale nie umiem precyzyjnie tego określić. Konsystencja jest gęsta i biała. Po nałożeniu na ciało mocno je chłodzi, odczuwa się mrowienie. Krem wchłania się przez dłuższą chwilkę, ale jest to normalne przy tego typu kosmetykach. Na szczęście nie brudzi ubrań, więc można śmiało [po odczekaniu kilku minut] nałożyć na siebie spodnie i wyjść - jak kto woli. Zalecane użycie to dwa razy dziennie i tak właśnie je stosowałam. Nakładałam preparat na uda i brzuch. Produkt starcza na około dwa - trzy tygodnie [nie uważam, żeby było to mało], w zależności od tego jaką jego ilość będziemy aplikować na ciało. Akurat jest to krem, który trzeba nałożyć odpowiednią ilość, ponieważ ma działać, ma rozgrzać nasze zastałe uda, brzuch, pośladki. Jakie efekty? Zauważyłam, że uda są ujędrnione, bardziej zbite. Cellulit trochę się zmniejszył, ale o jakichś wielkich efektach nie ma tutaj mowy. Przecież taki produkt nie odnowi nam nagle skóry i budowy ciała. Serum na pewno jest świetną pomocą przy diecie i ćwiczeniach.