Byłam posiadaczką poprzedniczki Alien, czyli Angel, mogę nawet stwierdzić że się uzależniłam od tych perfum, więc z ogromną ciekawością sięgnęłam po nowy produkt Thierry Mugler. Zapach jest niesamowity. Mniej kontrowersyjny niż Angel, ale nie jest ani trochę banalny. Mocny, wyrazisty i intensywny na samym początku, potem trochę łagodnieje, staje się pudrowy i bardzo ciepły, trochę słodki - ale tylko odrobinę, na tyle by dać poczucie delikatności. Nie mam pojęcia co sprawiło że kojarzył mi się ze słońcem i bursztynem, bo raczej dominuje zapach jaśminu. Alien ma wszystko to co kocham w perfumach. Jest inny, nieobojętny dla nikogo. Wspaniale się rozwija na skórze- mocne,zachwycające złożonością otwarcie,zmysłowe jaśminowe serce, które baaaardzo długo trwa i ciepła otulająca bezpieczna baza. Moim zdaniem nie są to perfumy dla młodych dziewcząt, nie pasują też do sportowej odzieży, bardziej nadają na wieczór - według mojego nosa są za bardzo zmysłowe i zbyt ciężkie, by nosić je od rana, ale jeśli ktoś lubi to proszę bardzo:) Flakonik...no cóż jest iście jak Obcy...nie bardzo wiadomo co ma przedstawiać, ale wiadomo że kryje w sobie moc i mrok.