Czapki z głów. Najbardziej "miękki", cudownie pachnący, gęsty, treściwy żel pod prysznic, jakiego używałam. Staram się go stosować oszczędnie, ale trudno walczyć z nałogiem :) Odkryłam, że duża kropla lub dwie na myjkę z siateczki bardzo sprzyja oszczędzaniu, bo na tego rodzaju gadżecie łazienkowym kremowy żel bogato się pieni, nie tracąc na wartości. Przedtem smarowałam nim ciało i spłukiwałam wodą, ale tym sposobem wykończyłabym go w 2 tygodnie! Aplikacja na zwykłą gąbkę też nie bardzo się sprawdza - polecam mój sposób z siateczkową myjką.
Ale do rzeczy. Zapach jest zniewalający. Jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch: mirry i jaśminu – oba są wspaniałe, choć się od siebie różnią. Mirra ma delikatny kadzidlany, lekko korzenny, dość świeży aromat, o dość ciepłej nucie, ale raczej subtelnej, a nawet orzeźwiającej. Natomiast jaśmin... Rewelacja! Kolejne odkrycie po mojej ulubionej mirrze. Zapach jest cudownie słodki, kwiatowo-pudrowy, nie wyczułam w nim cytrusów - to słoneczna, gorąca, orientalna, egzotyczna nuta. Przypomina mi trochę moje ulubione Amor Amor, ale z kadzidlanym dodatkiem. Na mnie ten zapach utrzymuje się dość długo, ale i tak zamierzam dokupić wodę, żeby go utrwalić. Kiedy otwieram tubę moje ślinianki od razu zaczynają pracować - ten zapach jest niezwykle apetyczny. Działa na wszystkie zmysły!
Po zastosowaniu żelu skóra jest wypoczęta, zrelaksowana, pachnąca, miękka. Żel nie uczula. Jedyny minus to wyciekanie żelu tuż po otwarciu tubki, ale i z tym można sobie poradzić. Żeby wykorzystać każdą cenną kroplę można np. w trakcie dozowania ostrożnie wyciskać zawartość z tuby zwróconej ku górze, a nie na dół. Szczerze polecam, bo prysznic w pianie o aromacie mirry czy jaśminu to czysta rozkosz. Kąpiel z kremem (ten gęstszy) to pewnie siódme niebo :)