Gdy nadchodził okres letni, a z nim postanowienia mające na celu zadbanie o praktycznie każdą część ciała od stóp do głów. Postanowiłam zainwestować w markę Scholl, której dotychczas nie znałam. Krem na pikające pięty okazał się ratunkiem nie z tej ziemi, aczkolwiek przy częstym stosowaniu zaczęłam dostrzegać pewne niuanse. Niuanse, które odnoszą się do konsystencji kremu, która jest zbyt klejąca, co przekłada się zarówno na pięty, jak i na opakowanie kremu, które jest nieustannie brudne, a w późniejszym czasie podczas stosowania zaklejało się na tyle, że wydobycie kremu z tubki było dość uciążliwe. Zapach neutralny nie drażniący nosa, efekt podczas stosowania widoczny po ok miesiącu..z zastrzeżeniem, że ja krem stosowałam jedynie wieczorem, zabawa w poranne nakładanie kremu nie wchodziła w grę..zbyt dużo paprania z tym by było. Cena co do jakości, oczekiwań jak i pojemności w zasadzie satysfakcjonująca, aczkolwiek wiem..że jestem w stanie znaleźć inne kosmetyki do stóp, które spełnią moje oczekiwania w większej mierze niż uczynił to scholl.