Należę do grupy osób, które nie lubią kosmetyków do pielęgnacji dłoni. Jeżeli chodzi o balsamy to uwielbiam kiedy pozostawiają na mojej skórze tłustą warstwę, ale na dłoniach tego nie znoszę! Dlatego też moje ręce nie zależą do ideału, są często przesuszone i szorstkie. Zakupiłam ten balsam w celu stosowania go tylko na noc, ponieważ wtedy jestem w stanie zaakceptować jego film na skórze. Zwykle zakładam wtedy rękawiczki, co dodatkowo wpływa na mocniejszy efekt. Nie mogę być jednak taka surowa w opinii, ponieważ krem sam w sobie jest bardzo dobry i na pewno podbije serce nie jednego fana tego typu kosmetyków. Konsystencję ma bardzo gęstą, dobrze się rozsmarowuje i pozostawia miły zapach typowy dla firmy Nivea. Wydaje mi się, że wiele osób go pokocha, ale nie wiem czy będzie idealny również latem, bo taka tłusta warstwa w wyższych temperaturach chyba nie będzie zbyt komfortowa. Moje dłonie po jego zastosowaniu są zdecydowanie gładsze, bardziej miękkie i nawilżone. Przynosi rzeczywiste uczucie ulgi dla skóry, szczególnie w niskich temperaturach. W tej kwestii nie mogą mu nic zarzucić. Balsam zamknięty jest w małej tubce, idealnej do torebki. Opakowanie nie stwarza problemów z wydobyciem kremu. Cały design ma odbiorcę od razu naprowadzić na główne zastosowanie kremu, czyli regeneracja spierzchniętych dłoni. Krem wygląda raczej profesjonalnie i budzi moje zainteresowanie. Balsam jest powszechnie dostępny i raczej popularny. Mimo wielu jego zalet nie zdecydowałabym się na ponowny jego zakup. Bardzo chciałabym znaleźć ideał, który nawilżyłby skórę na równi z nim, ale będzie wchłaniał się bardzo szybko i nie pozostawiał na skórze żadnej warstwy.