Do tej pory produkty firmy Neutrogena gościły u mnie bardzo często, szczególnie kremy do rąk, pomadki, nawet balsam do ciała. Ze wszystkich byłam zadowolona, więc kiedy zobaczyłam reklamy ich nowej serii, z maliną nordycką pomyślałam, że będzie to coś dla mnie. Zapach natomiast kompletnie nie kojarzy mi się z malinami (może te nordyckie pachną inaczej, tego nie wiem), ale pomijając ten fakt, przy pierwszej aplikacji zapach wydał mi się bardzo przyjemny, jednak po dłuższym stosowaniu zapach ten staje się bardzo męczący, wręcz nieprzyjemny. No i przechodząc do kwestii ważniejszej, jaką jest działanie kremu, producent zapewnia potrójne poprawienie stopnia nawilżenia skóry dłoni i choć moje dłonie nie są mocno wysuszone, nie mam problemów z pierzchnięciem to ten krem zupełnie sobie nie radzi. Nie ma mowy o dłuższym nawilżeniu, co dopiero o potrójnym. Owszem, skóra zaraz po aplikacji kremu jest gładka i miękka, ale po chwili wszystko znika. Jestem tym faktem bardzo zdziwiona, bo skład kremu wskazuje na zupełnie coś innego. Mimo, że konsystencja kremu jest lekka, produkt długo się wchłania i pozostawia na dłoniach dziwny film, może nie tłusty, ale według mnie taki bardzo silikonowy, a tego w kremach bardzo nie lubię. Konieczność częstego stosowania kremu dla utrzymania nawilżenia rąk sprawia, że krem nie jest wydajny, a w porównaniu z ceną zupełnie jej niewart. Kosmetyk niestety zakupiłam "w ciemno", zachęcona promocją i bardzo tego żałuję. Nie polecam.