Primo - opakowanie ma już delikatnie zmienioną szatę graficzną (zdecydowanie na plus moim zdaniem!). Do firmy Biały Jeleń zraziłam się w gimnazjum, kiedy na lekcji plastyki pani nauczycielka kazała nam przynieść "mydło od jelenia", a potem kazała nam w nim rzeźbić. Koszmar! Wszędzie potem miałam to mydło - za paznokciami, na ustach, we włosach. Złe doświadczenia kazały mi omijać produkty Białego Jelenia na dużą odległość. Ostatnio jednak wściekłam się na mój płyn do higieny intymnej z Oriflame (strasznie kremowa konsystencja, intensywny zapach, brudzący opakowanie) i postanowiłam poszukać czegoś innego. Uruchomiłam Internet i wertując strony kosmetyczne co rusz nadziewałam się na opinię, że najlepszy jest Biały Jeleń. Postanowiłam, że spróbuję, że się przemogę. Wybrałam wersję aloesową, ale to równie dobrze mogła być każda inna, po prostu akurat ta była dostępna w moim osiedlowym sklepie. Pierwsze co pozytywnie mnie zaskoczyło, to otwarcie. Badam tę butelkę, szukam jak to tę pompkę przekręcić, żeby coś leciało, a ona nagle puf - i wyskakuje do góry. Fajnie - nie trzeba dzięki temu na siłę dociskać pompki jak chce się wydobyć żel z opakowania i jednocześnie mam pewność, że na pewno nikt mi tego "nie testował" jakoś w sklepie. Żel nie pachnie (a przynajmniej ja nie wyczułam), co również stanowi dla mnie plus, bo ja nienawidzę intensywnie pachnących płynów do higieny intymnej. Konsystencja żelu również bardzo mi odpowiada, nie lubię w tych żelach kremów. Nie podrażnia mnie w żaden sposób, nie wywołuje swędzenia. Nie wiem, czy to faktycznie jak, czy jakiś efekt placebo, ale po umyciu się tym produktem, czuję się tak super odświeżona - świetnie! Opakowanie duże, pojemne, a tanie - cudownie!