Od pewnego czas mam na ręku takie przesuszone punkciki , koleżanka poleciła mi na to maść Pimafucort . Jednak maść jest dość silna sterydowa i na jej temat są różne opinie w necie. Może Wy ją znacie , stosowałyście i wiecie czy jest bezpieczna.
Stosowała ją moja córka będąc jeszcze niemowlakiem ,ale nie polecam . Może i pomagała ze zmianami skórnymi ,ale jak tylko przestawałam nią stosować to wszystko wracało ze zdwojoną siłą .Skóra wyglądała dużo gorzej niż na początku. Powstawały nawet sączące się krostki , a zanim zaczęłam ją smarować aż tak strasznie nie było. Stosuje ją także moja ciocia ,głównie na łuszczycę ,ale przy bardzo długim stosowaniu ta maść odbarwiła jej skórę i ma plamy głównie na rękach. Po za tym aby ją kupić potrzebujesz recepty ,bo tak Ci nie sprzedadzą. Nam ten steryd zastępuje Alantan plus , noże nie daje efektów już na drugi dzień ,ale nie jest aż tak szkodliwa dla małej. To twoja decyzja ,ale ja unikam tego jak ognia ,jak już zaczniesz stosować to nie będziesz mogła przestać.
Ja myślę, że powinnaś udać się do dermatologa. Możesz spróbować na początku z Alantan plus.. Tej maści, o której piszesz- nie znam. Dobre na takie"liszaje" jest Elocom, ale też jest na receptę. Smaruje się miejscowo 1-2x dziennie przez 3 dni- rewelacja! Liszajki znikają, jak zaczarowane i nie odnawiają się.
Dobry jest Advantan (również przypadek na dłoni), ale to maść na receptę i też sterydowa (właśnie takie sterydowe potrafią bardzo szybko działać). Ponoć gdy się jej długo używa, to skóra się uzależnia (czytałam o przypadkach, że ludzie smarują nią twarz np. z silnym trądzikiem i ponoć super działa, ale po ok 2 tygodniach skóra się przyzwyczaja i wtedy jak się maść odstawi, to wszystko wraca i bywa nawet jeszcze gorzej).
Grincz01 Ja miała do czynienia w wieloma lekarzami i nie zgadzam się z Tobą . Lekarze przepisują sterydy bez opamiętania ,a zwłaszcza ci nie pierwszej młodości , którzy nie nadążają za techniką 21 wieku. Jeśli sama bym ich nie odstawiła ,to moje dziecko stosowałoby je od dwóch lat , bez przerwy. Aż boje się pomyśleć jakie by to miało konsekwencje w przyszłości. Idąc do gabinetu z dzieckiem nawet nie proszę o receptę na maści sterydowe ,a i tak zawsze wychodzę z receptą w ręku. Przeważnie oddaje je teściowej , albo po prostu wyrzucam . Chce podkreślić ,że od dłuższego czasu mała nie ma zmian skórnych ,a i tak karzą ją tym świństwem smarować "profilaktycznie" i żeby to był jeden lekarz ,ale był ich wielu od pediatrów po dermatologów ,a i na alergologach skończywszy. Lekarze przepisują sterydy na potęgę !
Zgadza się lekarze bardzo lubią maści sterydowe. Kilkanaście tygodni temu, na policzkach mojej półrocznej wtedy córki, zrobiła się dziwna zmiana. Wyskoczyła masa czerwony krostek, skóra była czerwona i jakby poparzona. Lekarz bez stwierdzenia czy to alergia, skaza białkowa, czy infekcja przepisał maść sterydową. Już samo nałożenie tej maści to był koszmar, bałam się, że dostanie się do oczu dziecka. Maść pomogła, ale do dzisiaj nie wiem co to takiego było. Takie maści są potrzebne ale najpierw moim zdaniem warto spróbować innych, mniej drastycznych metod.
Pewnie, że zawsze warto szukać czegoś bardziej przyjaznego. Wtedy jednak trzeba liczyć się z tym, że może nie pomóc pierwszy lepszy środek, tylko trzeba będzie przejść dłuższą lub (oby) krótszą drogę prób i błędów. To tak jak mój maraton w poszukiwaniu dla kogoś idealnego szamponu przeciwłupieżowego. Na szczęście ten ktoś ma nieskończone pokładu cierpliwości i bez gadania testuje n-ty już szampon, a i tak dotąd jedyny najbardziej skuteczny to był szampon-lek na receptę...ale nadzieja umiera ostatnia:) Inna sprawa gdy mamy do czynienia z malutkim dzieckiem. To trudna decyzja, bo z jednej strony chciałoby się uniknąć tych sterydów (mimo, iż są skuteczne), a z drugiej strony nie chce się też dzieciaczka narażać na testowanie różnych środków bez pewności, czy któryś zadziała.
Nizoral pojawił się jako jeden z pierwszych i okazał się wielkim rozczarowaniem, bo zadziałał podobnie jak te popularne drogeryjne szampony przeciwłupieżowe, czyli raczej słabo, poza może szamponami Clear i Green Pharmacy z dziegciem, które były powyżej przeciętnej, a z aptecznych całkiem niezły jest Klorane (obecnie testowany). Jak dotąd 100% skuteczność wykazał Stieprox (ten na receptę), ale miesiąc po skończeniu szamponu, problem wrócił:/ Całkiem nieźle radzą sobie szampony emolienty, np. Emolium, które nawilżają i natłuszczają skórę głowy, tym samym zmniejszając jej nadmierne łuszczenie, ale niestety nie zwalczają łupieżu całkowicie, choć to i tak zawsze jakiś progres.